Home / Aktualności / Wojciech Szumilas: Praca nad sobą, a efekty przyjdą!

Wojciech Szumilas: Praca nad sobą, a efekty przyjdą!

Zawodnik roku 2013 w Akademii Piłki Nożnej GKS Tychy, chłopak z pobliskich Lędzin, który na stałe zapisał się w historii klubu. W piłce seniorskiej często odstawiany na boczny tor, wypożyczany i zsyłany do rezerw. Ambicja i determinacja sprawiły, że stał się czołową postacią w pierwszym zespole GKS-u Tychy. Dla trójkolorowych sprawa awansu została odroczona, ale Wojtek postanowił obrać nowy kierunek – Ekstraklasa. Zapraszamy na rozmowę z Wojciechem Szumilasem, który bez wątpienia do Wisły płynął pod prąd!

Filip Lenkiewicz: Wojtek, jak wspominasz czas spędzony w Akademii?

Wojciech Szumilas: Bardzo dobrze wspominam tamten czas. Na samą myśl pojawia się uśmiech na twarzy! Zdecydowanie był to czas, kiedy samej piłki w piłce nożnej było najwięcej.

Rocznik 1996 wtedy wyglądał okazale. Mateusz Grzybek, Paweł Florek, Bartosz Rutkowski, para trenerska Zbigniew Konieczko i Marcin Woźny… Utrzymujecie kontakt?

Oj tak, muszę przyznać, że tęsknie czasami za tamtą drużyną. Teraz, kiedy każdy z nas występuje w innym klubie trochę ciężko nam się zgrać, ale gdy jest możliwość – jak podczas nadchodzącej przerwy świątecznej – organizujemy wspólne spotkanie połączone z graniem w piłkę.

Drużyna APN GKS Tychy rocznik 1996. Wojciech Szumilas znajduje się w dolnym rzędzie, pierwszy od prawej.

Z szatni przy E7 pozostały równie dobre wspomnienia?

Zdecydowanie tak, dość sporo czasu spędziłem w tej szatni, przeżyłem kilka pokoleń zawodników. Zaczynając od tych starszych, doświadczonych – ściągniętych z innych klubów, po tych „naszych” młodszych utalentowanych zawodników. Na pewno był to czas, który pozostanie w mojej pamięci.

Chciałbym poruszyć temat Twojego odejścia z Tychów. Faktem jest, że występowałeś rzadziej niż tego oczekiwałeś, ale Twoja gra dała się zauważyć, np. kibicom, którzy okazywali zadowolenie w mediach społecznościowych. Czułeś, że teraz albo nigdy?

Dokładnie tak, po moim dobrym sezonie, w który wchodziłem z drużyny rezerw, nastąpił czas, w którym pojawiła się możliwość zrobienia kolejnego kroku do przodu. Awansować zespołowo się nie udało, ale pojawiła się oferta indywidualnego kontraktu w Wiśle Płock. Mając 24 lata stwierdziłem, że to jest ten czas, aby spróbować spełnić marzenie, które pojawiło się u mnie jeszcze za czasów gry w Akademii Piłki Nożnej GKS Tychy.

Przenieśmy się zatem do Płocka – jak przebiegła aklimatyzacja?

Wszystko przebiegało w porządku, jeśli chodzi o zmianę otoczenia. Minęło już kilka miesięcy, zdążyłem poznać miasto. Z drużyną już w drugim tygodniu mojego pobytu w Płocku jechaliśmy na obóz, gdzie te kontakty dużo łatwiej się nabywa. Podsumowując – jest tak jak powinno być!

 

Na Twojej pozycji, w środku pola jest w Wiśle spora konkurencja. Szwoch, Wolski, Adamczyk, Rasak, czy Lesniak. Masz z kim walczyć o minuty na boisku…

Zgadza się, są to zawodnicy mający już spore doświadczenie i to nie tylko w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Ja natomiast doskonale wiem na co mnie stać i na treningach nie odstawiam nogi!

Gdybyś miał wybrać najlepszego zawodnika, z którym dzieliłeś szatnie, to kto by to był?

Wydaje mi się, że Słoweniec Denis Popović. To było w Tychach, miał taki sezon w 1. Lidze, że strzelał dosłownie ze wszystkiego, z czego się da! Z połowy, z wolnego, nie wspominając o karnym, a nawet wykręcił z rożnego. Zdaje się, że mierzył się ostatnio z Polską w eliminacjach do Mistrzostw Europy. Teraz występuje w chińskiej drużynie.

Pracowałeś z kilkoma naprawdę doświadczonymi trenerami. Zaczynając w juniorach od Trenera Konieczko, przez Szatałowa, Tarasiewicza, aż do szkoleniowca z ogromnym bagażem piłkarskich doświadczeń na boiskach ekstraklasy – Radosława Sobolewskiego. Jak oceniasz pracę z wymienionymi Trenerami?

Dokładnie, miałem tę możliwość. Każdy Trener jest inny i od każdego z nich nauczyłem się czegoś innego – od umiejętności stricte boiskowych, po ułożenie wszystkiego w głowie. Można powiedzieć, że ci trenerzy zadziałali na plus. Odnosząc się do trenera Konieczko w Akademii, pamiętam, że był to już etap krótko przed piłką seniorską. Było czuć przygotowanie i odpowiednie podejście, które przygotowywało do tego, czego mogliśmy się później spodziewać.

Wojtka w Tychach już nie ma, ale ilość Szumilasów w społeczności Akademii się zgadza, bowiem w Szkole Mistrzostwa Sportowego pracuje… Twoja Mama! Czy Akademia wciąż bywa tematem do rozmów przy rodzinnym stole?

Haha, tak! Można powiedzieć, że mama przejęła pałeczkę. Oczywiście, zdarzy mi się zapytać, co słychać u starych, wspólnych znajomych – trenerów czy nauczycieli. Mama lubi opowiadać o tych młodych zapalonych sportowcach, dlatego w sprawach związanych z Akademią jestem na bieżąco!

W swojej dotychczasowej karierze napotkałeś już wiele przeszkód, a mimo to osiągnąłeś wymarzoną ekstraklasę. Jakie znaczenie ma dla Ciebie przygotowanie mentalne? Już w juniorach duet trenerski Konieczko – Woźny zwracali uwagę na ten aspekt.

Zdecydowanie, głowa ma duże znaczenie! Życie pisze różne scenariusze, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, a czasem może to nawet nie zależeć od nas. Trzeba być zawsze przygotowanym i pracować nad sobą niezależnie od przeciwności losu, a efekty przyjdą! Myślę, że właśnie to chcieli nam przekazać wspomniani trenerzy w juniorach.

Co jest Twoją największą zaletą na boisku?

Myślę, że jest to fakt, że nie boję się podjąć ryzyka i strzał z dystansu.

Źródło: wisla-plock.pl

Ekstraklasa już odhaczona. Jaki jest Twój następny cel? Specjalnie nie użyłem słowa „marzenie”.

Odhaczona… Natomiast rubryka z bramkami w Ekstraklasie wciąż czeka! Tak na poważnie, to na pewno moim celem jest gra w większym wymiarze czasowym, wtedy bramka przyjdzie…

Jaką wiadomość przekazałbyś młodemu zawodnikowi trenującemu piłkę możną?

Ciesz się graniem, nie bój się wyzwań. Bądź wytrwały w drodze do swoich marzeń. W tym wszystkim ważne, byś pozostał sobą!

Wielkie dzięki! Trzymamy kciuki, aby Twoje rubryki zaczęły się zapełniać!

Dziękuje bardzo!